MENU
MŁODZIEŻ I FILANTROPIA
ROK SZKOŁY W RUCHU
ALEJA GWIAZD


PROGRAM WYCHOWAWCZY

Korona Polskiego Wychowania
WYDARZENIA ARCHIWUM
OSIĄGNIĘCIA i AKCJE


20 IV 2011r. Tytuł Szkoły
Odkrywców Talentów


Polsko-Ukraińska Grywalizacja



















EDUKACJA
KALENDARZ
CIEKAWE PRACE GIMNAZJALISTÓW

Rok szkolny 2013/2014


Dostałam dzisiaj piękny list... - rozważania adresatki wiersza "Niepewność"

Ach, dostałam dzisiaj list przepiękny.
Starannie zapakowany, ślicznie napisany.

Wprost cudowny.

Jakiego nigdy nie czytałam,
Bo aż się popłakałam.

Nadal trzymam go w ręku ... i patrzę.

Nic nie robię, tylko myślę
O osobie, która takie uczucia na kartce papieru mi śle.

I wciąż nie wiem, kim ona jest.

Żadnej podpowiedzi, podpisu,
Mam tu zagadek bez liku.

Wciąż się zastanawiam, główkuję.

Kogóż stać na takie wyznania?
Przecież on jest wart kochania!

Co go męczy?
Co go dręczy?

Tej niepewności się boi,
A mnie ona niepokoi.

Bo co jeśli dojdzie do innego wniosku?

Stwierdzi, że to przyjaźń i nic większego?
Czy ośmieli się powiedzieć mi coś aż tak smutnego?

Ale wtedy się pocieszę, że będzie mi na zawsze bratnią duszą.
Żadne waśnie i spory nas nie poruszą.

Będziemy razem jak siostra z bratem.
A może z czasem?

Och wolę teraz tego nie rozważać.
Idę ten list mamie pokazać.

Lecz zanim to zrobię...

Przeczytam jeszcze raz to cudowne wyznanie,
I pozdrowię w myślach moje kochanie.

Patrycja Gralewska kl. IId

Rok szkolny 2007/2008


Mickiewiczu! Obudź się!

    Kiedy po omówieniu w klasach trzecich utworu A. Mickiewicza pt. "Stepy akermańskie" zaproponowałam pracę dla chętnego zespołu - scenopis dla wyobrażonego teledysku na podstawie tekstu, raczej nie spodziewałam się, że ktokolwiek podejmie się tej próby. Tymczasem rzeczywistość po prostu przerosła nawet moje marzenia. Kilku chłopców z IIIc zadeklarowało chęć... nagrania piosenki z teledyskiem!
Choć idea świetna, to obawiałam się, że jest to słomiany zapał. Zima nie nadaje się do zdjęć, a do wiosny było daleko. Seweryn, Mateusz i Karol dzielnie pokonali wszystkie przeszkody: brak profesjonajnego sprzętu, aranżacja piosenki, a nawet... znalezienie odpowiedniej wokalistki. Efekt?
    Ja jestem zachwycona, bo przede wszyskim doceniam trud włożony w tę realizację.
A wy - zobaczcie sami!
Katarzyna Sochan


Stepy akermańskie.wmv


A co o tym powiedzieli sami autorzy?.

    Tworzenie teledysku było dla nas kolejnym muzycznym wyzwaniem, a zarazem świetną zabawą i mile spędzonym czasem.
    Wszystko zaczęło się na lekcji języka polskiego. Próby zaczęliśmy dość późno i do tego nie mieliśmy skompletowanego składu. Po nagraniu dema zaczęliśmy robić zdjęcia, poprosiliśmy o współpracę znaną ze szkolnych występów solistkę Karolinę Masierak. Wreszcie nagraliśmy cały utwór i zrealizowaliśmy teledysk.
    Dziękujemy pani Katarzynie Sochan za wiarę i cierpliwość oraz sobie wzajemnie... hehe. Dziękujemy Adrianowi za pomoc w robieniu zdjęć, ale najbardziej Karolinie, która użyczyła nam swojego głosu. :).

Karol Kędziora, Seweryn Antoń, Mateusz Stępień z IIIc



Felietony


Szkolni agresorzy ?

    Zachowanie uczniów z mojej klasy względem nauczycieli, porusza okoliczną społeczność. Ich arogancka i lekceważąca postawa na lekcjach, zaczyna mnie irytować. Jesteśmy uważani za szkolnych agresorów. Przylgnęła już do nas łatka "najgorszej klasy". Sytuacja ta wywołała szereg dyskusji w relacji uczeń-nauczyciel. Działania nauczycieli zostały ograniczone szerokim zakresem praw ucznia. Czy więc szkoła jest w stanie wychować współczesną młodzież?
    Zastanawiający jest fakt, dlaczego rodzice bronią swoich dzieci niczym lwy, wmawiając całą winę nauczycielom. Twierdzą, iż wychowaniem uczniów tylko i wyłącznie powinna zajmować się szkoła. Nie dostrzegają, że mieszkają z "młodymi bandytami". Pozwalają niejednokrotnie dzieciom na dość niestosowne zachowania, tłumacząc to młodzieńczym szaleństwem. Generalnie rzecz biorąc, uczniowską agresję pochwalamy, gdyż rzekomo wszystkiemu jest winien zły system szkolnictwa. Pozostaje tylko pytanie: dlaczego nikt nie stara się zrozumieć postawy belfrów, którzy wobec polskiego prawa są zupełnie bezbronni?
    Nauczyciel musi podporządkować sie osobie ucznia. Młodzież czuje się bezkarna, a drobne kary i upomnienia niewiele dają. Gdyby dyrektorzy stosowali bardziej drastyczne posunięcia, propagowali "wilczy bilet", to może właśnie to wpłynęłoby pozytywnie na zachowanie uczniów.
    Społeczeństwo uważa pracę nauczyciela za bezstresową i dosyć łatwą. Osoba belfra zazwyczaj kojarzy sie z człowiekiem, który z ogromną zaciętością stara się pognębić swoich, jakże biednych, aczkolwiek gorliwych uczniów. Jednakże nieodłącznym elementem tej pracy jest tzw. anielska cierpliwość i wyrozumiałość (oczywiście zdarzają się wyjątki od tej ruguły). Dostrzegłam, iż nauczyciele sporadycznie mówią o swoich kontaktach z uczniami, wolą przemilczeć temat.
    Uczniowie są natomiast genialnymi psychologami. Małymi kroczkami starają się wykończyć swoją "ofiarę" od środka. Zaczyna się od drobnych docinek, bulwersujących dowcipów, niekiedy kończąc na przemocy fizycznej. Nauczyciel często nie wszczyna walki przeciwko tej tyranii, bojąc się o własną pracę lub zemsty "kochających" rodziców.
    Idąc dalej - co należy zrobić, by zlikwidować agresję szkolną i "uziemić" rozbestwionych uczniów? Wprowadzone ostatnimi czasy reformy, nie dały pożądanych efektów. Młodzież buntuje się przeciw mundurkom, czy montowaniu kamer na korytarzach. Jednak młody człowiek musi czuć dyscyplinę, by w dobrym kierunku kształtować swój charakter. Czy więc jest jakiś złoty środek, który załagodzi dyskusje o winie i karze, pomiędzy pedagogami a uczniami?
    Przemoc wykracza poza wszelkie granice moralności. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co spowodowało tak wielką nienawiść pomiędzy młodzieżą a nauczycielami. Przeładowany program szkolny, czy może źle odbierane pojęcie rzekomej równości? Przyjdzie taki czas, że widok ucznia z karabinem i granatami na lekcji, nie będzie dziwił, a dochodzenie do władzy siłą i następujący tuż po tym despotyzm staną się codziennością.

Agata Osiewicz kl. IIId


Myślę, więc jestem

    Zgodnie z rozporządzeniem byłego (na szczęście) ministra edukacji Romana Giertycha do szkół zostały wprowadzone jednolite stroje. Na początku roku szkolnego 2007/2008 po raz pierwszy założyłem mundurek i nie powiem, że byłem z tego powodu szczęśliwy. Zastanowiłem sie wtedy nad trafnością i realizacją tego pomysłu.
    Po ogłoszeniu zarządzenia w naszej szkole przeprowadzono konkurs na projekt mundurka. Idea pomysłu szlachetna - chciano, aby uczniowie zdecydowali o wyglądzie swojego stroju - lecz posiadał pewną wadę, bo nie wszyscy mają talent plastyczny i może wstydziliby się wystawić swój projekt, a poza tym nie wiem kto wybierał najlepszy, bo na pewno nie gimnazjaliści.
    Jednolite stroje zostały wprowadzone w tych placówkach, gdzie rodzice uczniów wyrazili na to zgodę. A ja zapytam: dlaczego nawet nie spytano o zgodę tych, którzy mieli mundurki nosić. Wychodzi na to, że pan Roman nie liczył się ze zdaniem młodych Polaków - przyszłych wyborców
    "Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci". Parafrazując to przysłowie można domyślić sie, że czym mundurek nasiąknie, tym następnego dnia trąci. Krótko mówiąc będzie brudny jak święta ziemia, a jego zapach będzie daleki od przyjaznego aromatu. Jak wysuszyć mundurek, gdy na dworze pada deszcz? Uczeń jest wtedy między młotem, a kowadłem - z jednej strony nakaz dyrekcji, a z drugiej dyskomfort noszenia brudnego stroju. Moim zdaniem, dyrekcja szkoły powinna sie zastanowić nad wprowadzeniem jednego dnia wolnego od noszenia mundurka na jego wypranie. Warto też zastanowić się, czy mundurek wytrzyma wirowanie w suszarce, bo niezbyt miło wyciągnąć żałosny strzępek.
    Reasumując, należałoby oddać co cesarskie cesarzowi, a co boskie Bogu. Wprowadzenie jednolitych strojów zakończyło rewię mody w szkole, a niektóre dziewczyny nie muszą tracić cennego czasu na sprawdzanie metek na swoich ubraniach. Dzięki mundurkom wszyscy wyglądamy tak samo. Z drugiej strony, ta jednakowość nie wszystkim się podoba, bo można poczuć się jak w PRL-u, gdy noszenie mundurków było obowiązkowe i nie podlegało dyskusji.

Sebastian Zdunek kl. IIIc


Książki - sprawczynie bólu

    Od dwóch miesięcy narzekam na ból pleców i ramion. Z dnia na dzień staje się to coraz bardziej dyskomfortowe i uciążliwe. Owe dolegliwości pojawiają się zawsze z pierwszym powakacyjnym szkolnym dzwonkiem.
    Dlaczego tak się dzieje? Czy za przyczyną owych przypadłości kryje się stres szkolny, a może wyczerpanie organizmu po nadmiernej nauce? Czy też zbliżająca się jesień i melancholijny nastrój, związany z zakończeniem wakacji odpowiadają za te dolegliwości zdrowotne?
    Według mnie, jak i zdaniem całej rzeszy uczniów naszej szkoły, owa dokuczliwość pojawia się nie tylko z pierwszym dzwonkiem, ale z pierwszym założeniem wypchanych plecaków i toreb. Nasze tornistry są stanowczo za ciężkie. Zakres wiedzy na poziomie gimnazjum nie jest aż tak obszerny, więc skąd taka masywność książek, które każdego dnia musimy przynosić do szkoły? Chodzi tu przede wszystkim o podręczniki do języka polskiego, historii, języka angielskigo i matematyki. W przypadku,gdy ucznień nie posiada książki podlega oczywiście karze, jaką może być ocena niedostateczna.
    Może warto byłoby pomyśleć o ułatwieniu naszym gimnazjalistom ich uczniowskiego życia? Sam Albert Einstein zauważa, że nauka w szkołach powinna być prowadzona w taki sposób, aby uczniowie uważali ją za cenny dar, a nie za ciężki obowiązek. Jednym ze sposobów udogodnienia nam bytowania jest wygospodarowanie przez szkołę i gminę miejsca na terenie placówki oraz funduszy, w celu zakupienia i zamontowania szafek dla każdego z uczniów, w których przechowywalibyśmy swoje wielokilogramowe książki i inne przydatne rzeczy. Z pewnością znaleźliby się nieodpowiedzialni uczniowie, którzy zostawiliby swoje autografy i rysunki, tak jak się dzieje ze ścianami i kaloryferami oraz ławkami i krzesełkami. Aczkolwiek byłyby to dobra służące przez wiele lat i rozwiązały wiele problemów szkolnych tj. kradzieże zawartości z plecaków, zostawianych w kącie korytarza na przerwie, zapominanie podręczników i bóle pleców, związane z ciężkimi tornistrami, zaś nauczyciele nie mieliby problemów z wyegzegwowaniem przynoszenia przez gimnazjalistów materiałów i pomocy szkolnych, potrzebnych na lekcje.
    Szafki dla uczniów to wspaniały pomysł. Być może przynajmniej pod tym względem zbliżylibyśmy się do stopnia rozwoju innych krajów tj. np. Anglia oraz zmniejszyłyby się kolejki do lekarzy specjalistów.
Marzena Mianowana klasa IIIc




Rok szkolny 2006/2007

Artykuł

Współczesna Ziemia Obiecana

    Tak jak Izraelici cztery tysiące lat temu, tak i człowiek XXI wieku dąży do "Ziemi Obiecanej". Jednak współczena wędrówka ma inny wymiar. Patrząc z boku na nasze społeczeństwo można łatwo stwierdzić, iż w większości przypadków tzw. dążenie do "Ziemi Obiecanej" to gonitwa za pieniędzmi. Ze świeczką można szukać tych, którzy w swoim życiu kierują się prawami moralnymi i dążą do ojczyzny w niebie.
W poszukiwaniu własnego Eldorado
    Coraz więcej ludzi wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu pracy. Wiele młodych osób emigruje z kraju na zachód, aby tam zacząć lepsze życie. We własnej ojczyźnie nie widzą dla siebie jakichkolwiek perspektyw. Obce kraje kuszą rewelacyjnymi ofertami szybkiego zdobycia pieniędzy. Niestety, coraz częściej zdarzają się wypadki wykorzystywania ludzkiej naiwności. Ciężka praca w złych warunkach - takie informacje docierają wciąż ze środków masowego przekazu. Wymarzona "Ziemia Obiecana" staje się piekłem na ziemi, a sen o lepszym jutrze rozpływa sie niczym mgła na wietrze.
Wyścig szczurów - którędy do mety.
    Dzisiejsza rzeczywistość przypomina wyścig - kto pierwszy, kto lepszy. Codzienne sprawy, obowiązki, praca przesłaniają istotne wartości. Dla niektórych celem życia jest wspinanie sie po kolejnych stopniach kariery, wielki sukces i sława. Tacy ludzie stają się zimni, wyrachowani, bezwzględni. Nie liczą się z uczuciami innych. Kieruje nimi tylko żądza pieniądza. Zapominają o tym, co jest naprawdę ważne - są puści w środku. Powoli zamykają sie w złotej klatce, izolują od otoczenia. Człowiek powołany jest do szczęścia, pieniądze zaś nigdy nie dadzą pełnego spełnienia siebie. Szczęście to wartość ponadczasowa, której nie da się przeliczyć na żadną walutę świata.
Ojczyzna w niebie
    Pośród codziennego zgiełku bardzo trudno znaleźć ludzi, którzy całkowicie, bezinteresownie poświęcą się drugiemu człowiekowi. Tak powinien zachowywać się każdy prawdziwy chrześcijanin. Przecież w kraju, gdzie 95% stanowią katolicy nie powinno być z tym problemu. Współcześni śmiertelnicy nie myślą jednak o Bogu, gdy wszystko w ich życiu dobrze sie układa. Dopiero, gdy nastają chwile bólu i smutku przypominają sobie o miłościwym Ojcu. Przysłowie "jak trwoga, to do Boga" najlepiej to odzwierciedla. Chrześcijanie są powołani do dążenia do ojczyzny w niebie. Całe ich życie powinno na to wskazywać. Jednak patrząc na dzisiejszą rzeczywistość, Polska przypomina kraj barbarzyńców i złodziei. Gdyby ludzie kierowali się dekalogiem z pewnością świat stałby się lepszy.
Cel w życiu
    W dzisiejszym świecie szybkiego rozwoju i postępu ludzie zapominają o wartościach najcenniejszych. Na pierwszym miejscu stawiają pieniądze. Na drugi plan odstawiają Boga, miłość, własne szczęście. Warto czasami przystanąć, popatrzeć dookoła i spytać się: "Po co to wszystko?". Czy ta gonitwa ma sens? Do czego właściwie dążą współcześni śmiertelnicy?
Agata Osiewicz - klasa IId


Rok szkolny 2005/2006

Recenzja wystawy malarskiej Honoraty Kucharskiej-Zgórki.

    Niedawno odwiedziłem wystawę młodej malarki, która dopiero rozpoczyna swoją "przygodę z pędzlem". Nosiła ona tytuł "Z wiatrem po szczęście" i odbyła się w Gminnym Ośrodku Kultury w Niedrzwicy Dużej. A dlaczego akurat tutaj? Otóż pani Honorata jest mieszkanką tej właśnie gminy.
    Autorka jest młoda i nieustannie poszukuje w swoich dziełach czegoś nowego i zaskakującego po to, aby osoby oglądające jej obrazy nie przechodziły obok nich obojętnie. Głównym tematem ekspozycji jest natura. Bardzo dobrze dobrane barwy, świetnie zachowana przestrzeń - te elementy przyciągają wzrok i zachęcają do oglądania prac. Malarka zadbała nawet o to, aby ramki obrazów komponowały się z tym, co jest namalowane na płótnie. Pani Honorata z pewnością chce także pokazać piękno swojej ojczyzny. Przyroda to także zjawiska - wiatry, deszcze, chmury. One są także widoczne na pokazywanych obrazach.
    Mieszanie różnych kolorów oraz doskonała praca pędzlem świadczą o tym, iż ta młoda artystka, w pewnym sensie jest już dojrzałą malarką, choć nie wolno z tym stwierdzeniem przesadzać. Drugim bardzo ważnym tematem wystawy jest postać Jana Pawła II. Autorka poświęca mu bodajże 3 obrazy. Zawarte są na nich główne zdarzenia, które miały miejsce podczas wizyt Ojca Świętego w naszym kraju: jego przechadzki po górach, spotkania z polską przyrodą i jej pięknem. Pani Honorata chce także wyróżnić ogromną religijność Papieża, dlatego też w jego dłoni zawsze widać różaniec. Jego twarz pogodna i uśmiechnięta - z pewnością jest to doskonałe ukazanie osoby Ojca Świętego.
    Jeden z obrazów przedstawiał także "Ostatnią wieczerzę" Pana Jezusa z apostołami. Nie różni się ona zbytnio od innych interpretacji tego wydarzenia i niczym specjalnym nie zadziwia.
    Podsumowując, skłaniam się ku stwierdzeniu, iż trzeba dawać szanse młodym malarzom, takim jak Honorata Kucharska-Zgórka. Muszą się oni rozwijać i gdzieś pokazywać efekty swojej ciężkiej pracy. Widać, że Honorata jest osobą głęboko wierzącą, dlatego też powinna tym faktem kierować się w swojej twórczości. Nie możemy pozwolić, aby młodzi artyści malowali tylko dla siebie, bo nie o to chodzi w malarstwie.

Michał Golec klasa IIIc

List otwarty
Niedrzwica Duża, 10.01.2006

Szanowny panie Wójcie gminy Niedrzwica Duża!

    Zwracamy się z gorącą prośbą o przyśpieszenie budowy nowego gimnazjum w naszej miejscowośći. W tej chwili uczymy się w bardzo złych warunkach. Nasza szkoła jest ciasna i dlatego lekcje kończą się nawet o godzinie 17.20. Nie mamy też dobrych warunków do uprawiania sportu. Sale gimnastyczne są za małe i nie pozwalają nam rozwijać swoich umiejętności sportowych.
    Panie Wójcie, żyjemy w XXI wieku, w kraju należącym do Unii Europejskiej!. To niedopuszczalne, abyśmy uczyli się w takich warunkach. Powinniśmy mieć nowoczesną szkołę z pełnowymiarową salą gimnastyczną oraz salą multimedialną. Jesteśmy tacy sami jak nasi koledzy w innych szkołach, więc tak jak oni pragniemy mieć dobre warunki do nauki.

Z poważaniem
uczniowie klasy IIIc Gimnazjum nr 1 w Niedrzwicy Dużej
/Michał G./

Felietony

Jestem za, a nawet przeciw - czyli kilka słów o forum Niedrzwicy Dużej

    Gdy kota nie ma, myszy harcują. Tak chciałoby się powiedzieć o forum, na którym to młodzież z Niedrzwicy Dużej wyrażała swoje opinie o nauczycielach. Nie było mi dane zajrzeć na tę, dość kontrowersyjną stronę internetową, ale dużo słyszałam o niej z relacji koleżanek, kolegów i nauczycieli. Podzieliła ona uczniów na dwa obozy. Jedni pisali o aktualnych problemach z życia szkoły, inni natomiast w sposób bardzo niesportowy wykorzystywali tę formę przekazu do publicznego wylewania swoich żalów i pretensji do nauczycieli.
    Nie atakuje się kogoś, kto nie ma szansy na obronę, ponieważ to budzi niesmak. Można było inaczej załatwić pewne sprawy, np. w formie pytań anonimowych skierowanych do nauczycieli i dyrekcji szkoły.
    "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe", tak mawiali nasi ojcowie i dziadowie. My też powinniśmy wziąć sobie tę maksymę do serca, ponieważ wydaje mi się, że nie ma wśród nas takich odważnych bądź gruboskórnych ludzi, którym byłoby wszystko jedno, co się o nich mówi albo pisze. Taką krecią robotą nie można się chlubić ani wykorzystywać jej w celu zdobycia poważania wśród rówieśników.
    Reasumując, nad każdą stroną internetową powinien czuwać przysłowiowy kot, który by dbał o to, aby myszy harcowały zgodnie z ogólnie akceptowanymi normami życia społecznego.

(dane autora do wiadomości redakcji)

Od lat nic się nie zmienia

    Dziś wieczorem wraz z grupą kolegów wybraliśmy się do szkolnej sali gimnastycznej. Po przybyciu na miejsce okazało się, że nie możemy z niej korzystać, gdyż została wynajęta innej grupie. Moim zdaniem to niesprawiedliwe, ponieważ jesteśmy uczniami tej szkoły. Chętnych do udziału w zajęciach sportowych jest wielu, ale nie zawsze mają oni możliwości, aby w nich uczestniczyć. Powód jest oczywisty - brak odpowiedniego zaplecza sportowego.
    "Obiecanki, cacanki", tak można nazwać zachowanie władz gminy Niedrzwica Duża, które okłamują od lat swoich mieszkańców, obiecując im wybudowanie nowego gimnazjum oraz hali sportowej. Dziwi mnie fakt, iż w tak dużej miejscowości w powiecie lubelskim uczniowie muszą "gnieść się" w ciasnym budynku szkoły podstawowej wraz z ich młodszymi kolegami. Czy nie można na to nic poradzić? Z pewnością można, bo pokazały to inne gminy. Jest w nich normalnie, tzn. posiadają one kilka sal gimnastycznych, boiska sportowe, a uczniowie nie muszą uczyć się na dwie zmiany, tak jak w Niedrzwicy Dużej.
    Oczywiście przy każdym oficjalnym wystąpieniu pana wójta lub jakiegoś radnego poruszany jest problem za ciasnego gimnazjum, a za tym idą zapewnienia, że już niedługo wszystko się zmieni - powstanie nowy budynek wraz z wielofunkcyjną halą sportową. Szkoda, że nikt, jak dotąd, nie zauważył choćby śladu zaczynającej się budowy.
    Przecież zapotrzebowanie na taki obiekt jest ogromne. Ma z niego korzystać nie tylko gimnazjum, ale też miejscowy Zespół Szkół, a i z pewnością wszyscy mieszkańcy gminy. Obecne dwie salki gimnastyczne, bo tylko tak można je nazwać, zupełnie nie spełniają wymogów sali sportowej XXI wieku, a irytacja mieszkańców tym faktem jest ogromna.
    Gmina nie posiada też żadnego porządnego boiska. Stadion w Niedrzwicy Kościelnej, na którym rozgrywa swe mecze miejscowy klub "Orion", jest w opłakanym stanie. Brak trybun i porządnej murawy rzuca sie od razu w oczy. Zaplecze klubu też nie jest imponujące, ale przecież to nie jest klub, który gra w V lidze i posiada środki na zmianę tej rzeczywistości. Powinna zająć się tym gmina.
    Z pewnością jeszcze długo nie doczekamy się w Niedrzwicy Dużej gimnazjum i hali z prawdziwego zdarzenia. Władzom najwidoczniej wcale to nie przeszkadza, bo przecież nie muszą już chodzić do szkoły, nie uprawiają również sportu, więc ten problem jest im obojętny. Swoją drogą, ciekawym wydarzeniem byłaby zamiana uczniów z władzami gminy. Nie sądzę, by dorośli byli tacy zadowoleni z warunków swojej nauki.

Michał Golec IIIc


Nauczyciel kontra uczeń


    Dzisiaj w drodze do sklepu spotkałam moją sąsiadkę, która jest już starszą osobą, Zaczepiła mnie i zaczęła mówić, co słyszała na temat uczniów gimnazjum, do którego chodzę. Były to informacje o negatywnym zachowaniu gimnazjalistów. Słyszałam wiele podobnych wypowiedzi na temat młodzieży z mojej szkoły, ale do tej pory o tym nie myślałam.     Zaczęłam zastanawiać się, jak jest naprawdę. Czy racja jest po stronie uczniów, czy nauczycieli? Czy nauczyciele pozwalają na brak szacunku wobec siebie? Co jest przyczyną takiego, a nie innego zachowania obu stron? Z pewnością istotną rolę odgrywa tutaj to, co uczniowie wynieśli z domu rodzinnego. Jednak, jak wiadomo, osobowość młodego człowieka kształtuje się w okresie lat szkolnych. Czy więc nauczyciele zdają sobie sprawę z tego, że oprócz przekazywania wiedzy mają duży wpływ na zachowanie młodzieży i kształtowanie osobowości uczniów?.
    Często relacja między nauczycielem, a uczniem jest czymś bliskim koleżeństwu, co na pewno nie budzi szacunku do nauczyciela. Młody człowiek potrzebuje uwagi, ale też dyscypliny i stanowczości. Dużo słyszy się o prawach ucznia, ale rzadko wspomina się o jego obowiązkach. Z drugiej strony, uczeń zasypywany dzień w dzień sprawdzianami, zaczyna sie buntować, walczyć o swoje. Wynika z tego, że i uczniowie i nauczyciele mają sobie coś do zarzucenia.
    To jaka będzie przyszłość, czy relacja nauczyciel - uczeń zmieni się na lepsze, zależy od obu stron.

Marzena Burek IIIb


Zakupy to kara


    Wczoraj idąc do sklepu, bardzo się zmęczyłam. Gdy tak rozmyślałam po drodze, doszłam do wniosku, że to niesprawiedliwe, aby mój najbliższy sklep znajdował się 3 km od domu. Przecież inni mają go na wyciągnięcie ręki, a ja muszę przejść tyle drogi i stracić mnóstwo czasu.
    Doskonale pamiętam, kiedy koleżanka mówiła mi, że za 5 minut wróci, bo idzie do sklepu. Było to wtedy, gdy musieliśmy kupić farby na plastykę. Dlaczego nie każdy ma tak blisko? Kupienie tych pomocy na lekcję zajęło mi godzinę wysiłku, a pogoda była taka brzydka, śnieg i śliska droga. Ileż to czasu muszę poświęcić na zakup jakiegoś niezbędnego drobiazgu. Gdyby wszyscy w klasie tracili tyle czasu na robienie zakupów, wtedy czynność ta byłaby prawdziwą karą.
    Otóż jestem skłonna powiedzieć, że ogromnym problemem wielu mieszkańców małych miejscowości jest brak pobliskiego sklepu. Nasza wioska ma mało rozbudowaną sieć sklepów w porównaniu z gminą, czy województwem.
Przypomniało mi się, kiedy byłam u koleżanki w Lublinie. Musiałyśmy kupić świeże pieczywo i bez problemu w 10 minut wróciłyśmy do domu z chlebem i bułkami. Miałyśmy mnóstwo sklepów do wyboru.
    Za pewnością wielu osobom ten problem wydaje się błahy, a nawet śmieszny, ale są to ci, którzy przez okna swoich domów widzą sklep i w każdej chwili mogą kupić potrzebne produkty. Oni nie tracą czasu na drogę, bez wysiłku robią zakupy i jest to na pewno dla nich przyjemna czynność.

(dane autora do wiadomości redakcji


Tchórzostwo czy obojętność


    Pewnego październikowego popołudnia idąc ulicą Kolejową w Niedrzwicy Dużej zwróciłam uwagę na coś, co do tej pory mi umykało. A mianowicie na budynek stacji kolejowej. Przedwojenny, obdrapany, okna pozabijane deskami, ściany pomazane sprayem. To już nie jest miejsce, w którym kupuje się bilety PKP i sprawdza rozkład jazdy pociągów. Od pewnego czasu do tego właśnie "lokalu" miejscowa młodzież z marginesu przychodzi napić się piwa czy wina zakupionego wczesniej w sklepie mieszczącym się kilkadziesiąt metrów dalej.
    Dlaczego nikt nie zajmuje się tą sprawą? Dlaczego nikt nie stanie w obronie zabytkowej budowli i osób, które czekają tam na przyjazd pociągu? Odpowiedź jest prosta. Wszyscy się boją. Kto w pełni rozumu odważyłby się rozpocząć wojnę z marginesem społeczeństwa? Tacy ludzie są zdolni do wszystkiego. Wystarczy na nich krzywo spojrzeć i juz można mieć połamane kości, a nawet doznać trwałego uszczerbku na zdrowiu.
    Ale od czego w Polsce jest policja? Przecież ci ludzie mają na swoim koncie po parę wykroczeń i rozbojów! Można ich skazać za pobicia, których dopuszczają się prawie codziennie! Gdzie mają oczy rodzice tych młodych ludzi, którzy z budynku stacji zrobili sobie drugi dom i traktują go jak swoją własność, demolując jego wnętrze. Czy to też władze wytłumaczą brakiem finansów? Czy będą mieć odwagę, aby przyznać się do tchórzostwa?
    Postępując tak, gmina traci nie tylko zabytkowy budynek, ale też cząstkę młodzieży, którą można jeszcze ratować!

Aga IIIa
Wszystkie prawa zastrzeżone
Opracowanie i skład witryny - Jan Flis email janf@gimnazjumniedrzwica.pl
Redaktorzy: Justyna Polaczek, Jan Flis, Magdalena Kosidło, Uczniowie
Zdjęcia - Justyna Polaczek, Jarosław Zaborski, Jan Flis, uczniowie,
Korekta - Małgorzata Kuna