MENU
MŁODZIEŻ I FILANTROPIA
ROK SZKOŁY W RUCHU
ALEJA GWIAZD


PROGRAM WYCHOWAWCZY

Korona Polskiego Wychowania
WYDARZENIA ARCHIWUM
OSIĄGNIĘCIA i AKCJE


20 IV 2011r. Tytuł Szkoły
Odkrywców Talentów


Polsko-Ukraińska Grywalizacja



















EDUKACJA
KALENDARZ
WYCIECZKA W BIESZCZADY

Wycieczka w Bieszczady - 18 maja 2009 r.

    Przyszła wiosna a wraz z wiosną sezon na wycieczki. Korytarze szkolne powoli się wyludniają; co oznacza?, że nasza młodzież obcuje poza granicami Niedrzwicy. W tym wypadku wielkie szczęście (czyli my) spadło na same bieszczadzkie szczyty.
Otóż 18 maja tego roku spod szkoły wyruszyła 3-dniowa wycieczka pod czujnym okiem p. Celiny Małek, Małgosi Kuny, Bartosza Krupy i Mateusza Fica oraz bliżej nieokreślonego pana GPSa (czyt. przewodnika). Mówiąc ogólnie było bardzo miło. Pierwszy dzień, godzina 6.00 rano zbiórka i wyjazd, który wiązał się z zapasem aviomarinu lub lokomotiwu. Pierwszy przystanek- solińska zapora, a na niej największa atrakcja czyli słońce, które towarzyszyło nam do końca dnia. Lecz celem były Bieszczady tak więc szczyty zdobywać wyruszyliśmy. Na pierwszy ogień poszedł Smerek. Miała to być rozgrzewka przed kolejnymi szczytami a okazała się raczej zagrzewką. Wynagrodziły nam to jednak piękne widoki i ciekawe pomysły naszych kolegów, np. szanowny kolega Maślak (czyt. Michał Kozak) postanowił zwiększyć wysokość szczytu układając na nim stos kamieni. Ale uwierzcie zmęczenie nie było takie złe, bo przynajmniej byliśmy tak padnięci, że nawet nam się chciało spać.
    Dzień drugi- kolejny szczyt. Tym razem Połonina Caryńska i związane z nią problemy. Problemy związane z dostaniem się na jej szczyt, a rozwiązane podziałem wycieczki na dwie grupy. Ci bardziej wykończeni powędrowali na Chatkę Puchatka, a ci z zapasem energii bądź zapasem Tigera wyruszyli w stronę najpiękniejszych bieszczadzkich widoków- Caryńska. Tym razem nie słońce, a wiatr był największą atrakcją, który w trakcie wędrówki został ochrzczony halnym. Pełni chęci do spoczynku, a niechęci do czekolady zeszliśmy do Ustrzyk Górnych, gdzie po złapaniu oddechu autokarem pojechaliśmy do uroczej stadniny koni, gdzie niektórzy próbowali odnaleźć swoją bratnią duszę. No ale cóż, mówi się że są ludzie parapety a teraz są również konie. Wieczorem nareszcie czyści i pachnący (przynajmniej większość), zorganizowaliśmymy ognisko. Szczególnie odznaczyli się w tej umiejętności nasi harcerze, którzy korzystając z naszej niewiedzy, a swojej wiedzy o różnych harcerskich zabawach stworzyli nieprzeciętny kabaret z udziałem losowo wybranych kolegów i jednej koleżanki, którą na moje nieszczęście byłam ja. Kolega Michał Janczak został przy tej okazji ochrzczony Bubusiem z tego tytułu iż zaprzyjaźnił się z pewnym kamyczkiem o tymże imieniu. Bawiąc się z nim, przy tym nie raz całując nie został jedynie poinformowany że oto ten kamyczek zamieszkuje nos jednego z harcerzy- Wiliama (czyt. Piotrka Wardzińskiego). Reakcji Michała komentować chyba nie trzeba. Lecz pocieszył się on zobaczywszy jaki los spotkał kolejnego losowo wybranego delikwenta. Tym razem był to Bercik (czy. Norbert Selegrat). On zaprzyjaźnił się nie tylko z koniem (czy co to tam było) Antosiem, ale i bardzo zbliżył się z wodą i innymi ciekłymi substancjami. Mówiąc krótko- Antoś zmoczył Bercika. Ale to jest dosyć draźliwy temat, który nie jedną wojnę wywołał tak więc nie będę dokładnie opisywała tego zdarzenia. Na szczęście Bercik miał koszulkę na zmianę. Mnie natomiast spotkał los tragiczny gdyż harcerze wykorzystując mój paniczny lęk wysokości próbowali go pokonać, ale po swojemu. Okazało się jak złudne mogą być ludzkie wyobrażenia bo z zawiązanymi oczami stojąc na ławce, którą poruszali harcerze miałam wrażenie, że stoję na dwóch metrach wysokości, a w rzeczywistości było to kilkanaście centymetrów od ziemi. Strach, panika, a skończyło się na śmiechu. Dzień zakończył się pozytywnie lecz trudno powiedzieć, że się zakończył, gdyż niektórzy bardzo intensywnie wykorzystywali fakt zielonej nocy.
    Z samego rana z każdego domku rozlegała się komenda- Uwaga na klamki! Nieprzespana noc doprowadziła w wielu przypadkach do tradycyjnego załamania fizycznego dlatego wielka była radość półśpiących obywateli gdy dowiedzieli się o nagłej zmianie planów. Otóż padający przez całą noc deszcz wykluczył wyprawę na Małą i Dużą Rawkę, jednak mimo wszystko wcale nie próżnowaliśmy. Hasłem przewodnim trzeciego- ostatniego dnia zdecydowanie był spacer. Wolnym tempem dowędrowaliśmy do Cisnej, a nawet mogliśmy być w dwóch miejscach na raz gdyż byliśmy na granicy polsko- słowackiej. Z wielkim żalem około godziny 15.00 musieliśmy pożegnać Bieszczady. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wzywały nas już do domu. Droga powrotna jednak wcale nie była mniej ciekawa od reszty wycieczki. Bogata była ona w szereg rewelacji ze źródeł naturalnych. Chodzi tu szczególnie o zawodzące działanie leków na chorobę lokomocyjną. Lecz wszystko wynagrodził jedyny w swoim rodzaju film, którym uszczęśliwił nas kierowca autokaru - 'Ghost Rider'. Film ten został automatycznie okrzyknięty filmem na poziomie. I w takich pozytywnych nastrojach dotarliśmy jak widać z powrotem do Niedrzwicy.
    To czego nie zapomnimy? Wyśmienitego jedzenia po którym większość z nas odczuwała większy głód nienasycenie, pana GPSa- człowieka gór, Antosia oraz Bubusia i jego mieszkania, wykładów pana Krupy o tym co wolno pokazywać, a czego nie, foliowych woreczków które zaoszcz?dziły rewelacji po siedzeniach autobusu, drogi do naszych domków, która zamiast usłana różami była usłana betonowym rowem, który ugościł niejedną ofiarę oraz uczucia ulgi na twarzach naszych nauczycieli kiedy na tle zachodzącego słońca ukazał się znak NIEDRZWICA DUŻA.

    Z tego miejsca wyrażamy ogromną wdzięczność dla naszych nauczycieli, bo co by to było, gdyby ich nie było?! Nic by nie było dlatego dziękujemy i prosimy o więcej takich wycieczek.

Po prostu Daj kamienia !!! xD



Opracowała - Magoda





























Wszystkie prawa zastrzeżone
Opracowanie i skład witryny - Jan Flis email janf@gimnazjumniedrzwica.pl
Redaktorzy: Justyna Polaczek, Jan Flis, Magdalena Kosidło, Uczniowie
Zdjęcia - Justyna Polaczek, Jarosław Zaborski, Jan Flis, uczniowie,
Korekta - Małgorzata Kuna