MENU
MŁODZIEŻ I FILANTROPIA
ROK SZKOŁY W RUCHU
ALEJA GWIAZD


PROGRAM WYCHOWAWCZY

Korona Polskiego Wychowania
WYDARZENIA ARCHIWUM
OSIĄGNIĘCIA i AKCJE


20 IV 2011r. Tytuł Szkoły
Odkrywców Talentów


Polsko-Ukraińska Grywalizacja



















EDUKACJA
KALENDARZ
WYCIECZKA

Wycieczka Obiecana(Kraków, Ojców, Energylandia) czyli o dziedzictwie kulturowym oczami gimnazjalistów...

       
       29 i 30 maja odbyła się ogólnoszkolna wycieczka w okolice Krakowa. Dla wielu z nas wyjazd ten był porównywalny do znalezienia Świętego Graala, gdyż obie te rzeczy są trudno dostępne i ekskluzywne niczym towar z Pewexu.
       Przygotowań, spotkań, ustaleń nie było końca, aż w końcu, skąpani w bladym blasku wschodzącego słońca o 6.45 stanęliśmy przed szkołą. Wszytko szło jak po maśle, dzień zapowiadał się być uroczy, IIIa zajęła tyły, a nawet w autobusie była klima! Jednak kimże bylibyśmy bez renesansowej równowagi? Przecież każdy wie, że po każdym lecie nadchodzi zima... Pani Sochan zgubiła walizkę, a policja drogę do Niedrzwicy! I choć nie wiem, kto stał za tym brutalnym rozbojem w biały dzień, to mam wrażenie, że to ta sama osoba, która kilka dni później zabrała mi wieczko od białej farby (złodzieju, dopadnę cię!). Finalnie bagaż chyba się znalazł i mogliśmy ruszyć ku przygodzie.
       Naturalnie największą atrakcją wyjazdu były wszelkiej maści McDonaldy i CPN-y, chociaż witraże Wyspiańskiego również były niczego sobie. Z samej jazdy autokarem nie pamiętam zbyt wiele, tylko Baśkę i Mikołaja, którzy ekscytowali się Wisłą. Du holde Wisła! ? Zdawało się, że chcieli zakrzyknąć, lecz nie umieli emocji ubrać w słowa, więc w swej beztrosce krzyczeli tylko "EEEE", licząc, że zrozumiemy ich zachwyt nad rzeką. A my zrozumieliśmy. Myślę, że sama Orzeszkowa nie opisałaby lepiej Wisły niż ci dwaj. Kiedy już dojechaliśmy na miejsce, naszym oczom ukazał się budynek Energylandii. Wydaje mi się, że to właśnie na to czekała większość wycieczki (oczywiście najlepiej zaraz po McDonaldzie). Wielkie zjeżdżalnie już na nas czekały, znudzona obsługa sprzętu posłała nam tylko zmęczone spojrzenie, a ludzie od budek z lodami już zacierali ręce, aby sprzedać nam jedzenie trzy razy drożej. Było okropnie gorąco, ale to nam nie przeszkadzało i wszyscy ochoczo (lub mniej chętnie) rzucili się na atrakcje. Przednia zabawa trwała pięć godzin. Kolejki były niezmierzone, jednak to nas nie powstrzymało i dzielnie staliśmy w pełnym słońcu nawet po kilkadziesiąt minut dla jednej krótkiej przejażdżki. Rollercoastery zdecydowanie były miejscem bardziej lub mniej cenzuralnych wyznań. Jednym z najbardziej popularnych były słowa Daniela: "Mamo, kocham cię!". I nagle wszyscy wiedzieli, jakim rodzinnym człowiekiem jest Daniel.
       Potem zameldowaliśmy się w ośrodku, w Kalwarii Zebrzydowskiej. Jednak po całym dniu wrażeń nie byliśmy wcale aż tak wyczerpani, o nie nie. Ci mniej zmęczeni i bardziej zdeterminowani zaraz po obiadokolacji ruszyli (razem z opiekunami, rzecz jasna) ku sanktuarium. Grupa chętnych na odwiedzenie miejsca kultu Boga była całkiem spora. A ja do dziś nie wiem, czy to Bóg do nich przemówił, czy promocja w Delikatesach Centrum. Tak czy siak, z sanktuarium i późniejszych zakupów (bo jak to tak minąć sklep i nie zostawić w nim pieniędzy?) wróciliśmy po godzinie. Podczas wędrówki niektórzy pytali panią Sochan, czy mogą zamówić pizzę. I choć za każdym razem stanowczo odpowiadała ?nie?, to kiedy wróciliśmy do ośrodka i zapytaliśmy pana Zaborskiego o to samo, on odpowiedział - "No okej, tylko zamówmy razem, bo ja też bym zjadł". I bądź tu człowieku mądry... Początkowo jedzenie miały zamawiać jakieś trzy, cztery pokoje, jednak sprawa się rypła i nagle wszyscy chcieli coś zamówić. Na dostawcę czekaliśmy ponad dwie godziny. Niektórzy się w tym czasie myli, inni biegali, jeszcze inni prowadzili dysputy na trybunach. Nawet ja umytymi stópkami, na boso, przydreptałam na trybuny popatrzeć, jak inni biegają i razem z innymi poddać się oczekiwaniu na jedzenie.
To, co działo się w nocy, już na zawsze pozostanie naszym sekretem, lecz z pewnością hitem stał się Piotrek, który pokazał swoją drugą twarz. Mentalny stan wielu z nas najlepiej obrazuje poniższy tekst.
Damian z Piotrkiem otwierają drzwi od pokoju. Zauważają Panią Sidor.
DAMIAN Z PIOTRKIEM: Dzień dobry.
PANI SIDOR: Co wy tu robicie?! Jest druga w nocy!
DAMIAN Z PIOTRKIEM: A... no to dobry wieczór!

       Ranek dla wielu z nas był ciężki. Jedni wstawali o piątej, inni się dopiero kładli spać. O siódmej mieliśmy śniadanie, a o ósmej już siedzieliśmy w autobusie, czekając, aż znów ruszymy w drogę. Na pierwszy ogień poszedł zamek na Wawelu. Nigdy w życiu nie zapomnę stromych schodów prowadzących do Dzwonu Zygmunta. Naturalnie odwiedziliśmy też wawelską katedrę oraz zeszliśmy do krypt, w których pochowani byli najbardziej zasłużeni Polacy. Niestety, nie zobaczyliśmy grobów Mickiewicza oraz Słowackiego (ja już bym poczekała w tej kolejce, psze pani...), ale za to mogliśmy zobaczyć miejsce spoczynku Piłsudskiego oraz dotknąć tych sławnych marmurów kararyjskich na grobie Kaczyńskich (kto nie uciekał z lekcji biologii z panią Jadzią, ten wie co to są marmury kararyjskie). Pod koniec pobytu w zamku zatrzymaliśmy się na największym renesansowym krużganku, który z pewnością wiele przez swoje lata widział, ale mogę się założyć, że nikt nigdy nie otwierał w nim kabanosów tak głośno jak Damian.
       Następnie, przechodząc do Kościoła Franciszkańskiego, minęliśmy Stefana Banacha, który wraz ze swoim przyjacielem Ottonem zgłębiał tajniki matematyki na jednej z krakowskich ławek. I choć byli tylko posągami, to i tak cieszyłam się jak oszalała, że przedmioty humanistyczne mają jakieś zastosowanie w moim życiu. Kiedy dotarliśmy do miejsca docelowego, mogliśmy podziwiać witraże i freski wykonane przez samego Stanisława Wyspiańskiego z okresu Młodej Polski. Chyba nikogo nie zdziwi, że największe wrażenie zrobił na nas witraż Stwórcy umieszczony nad frontowymi drzwiami. Potem naprędce zobaczyliśmy okno papieskie, a następnie, dosłownie w biegu, pani przewodnik opowiedziała nam o rynku krakowskim. Niestety, nie mogliśmy w pełnej krasie obejrzeć pomnika Adama Mickiewicza, gdyż przechodził renowację. Jednak nie zdążyło nas to zasmucić, gdyż dostaliśmy pół godziny wolnego czasu. A co gimnazjaliści lubią robić najbardziej w czasie wolnym? No oczywiście, poszliśmy się wszyscy najeść w pobliskim KFC!
       Po upływie wyznaczonego czasu wróciliśmy do autobusu, zostawiliśmy za sobą Kraków spowity w żałobie za Zbigniewem Wodeckim i ruszyliśmy dalej, do Ojcowa. Jadąc, mogliśmy docenić wspaniały wynalazek, jakim była klimatyzacja, oraz podziwiać cudowną rzeźbę krasową Gór Świętokrzyskich. Kiedy dotarliśmy na miejsce, poszliśmy odwiedzić Grotę Łokietka. Wszyscy byli wprost oczarowani rzeźbą jaskini.
Ostatnią już atrakcją, którą mogliśmy podziwiać, była Maczuga Herkulesa. I pomimo, iż początkowo mieliśmy już z niej zrezygnować, to ja już dużo wcześniej nakręciłam kilka osób na Maczugę i finalnie mogliśmy ją zobaczyć przez szybę (nawet sobie z nią zdjęcie zrobiłam nie wychodząc z autobusu!).
Droga powrotna minęła nam spokojnie, bez większych przygód. Ku rozczarowaniu niektórych nie zawitaliśmy do żadnej Biedronki. Do Niedrzwicy wróciliśmy około dwudziestej pierwszej zmęczeni oraz przesiąknięci zapachem hot dogów z pobliskiego Orlenu. Nie zaskoczę, jeśli napiszę, że zabraliśmy swoje walizki i wróciliśmy do domów.
I tylko ja byłam trochę niezadowolona, bo nie było deszczu, a miałam taki super płaszczyk przeciwdeszczowy? Więc go założyłam, bo co będzie się marnował? A pod koniec tej mojej pisaniny chciałabym podziękować naszym opiekunom, za to że pomimo wielu wątpliwości i problemów, które nieustannie się generowały, ta wycieczka doszła do skutku. Oraz za to, że wzięliście za nas odpowiedzialność i zachowaliście dobry humor pomimo ogromnego zmęczenia.
Wasza niezmordowana reporterka Olga Dzwonowska IIIa



Wszystkie prawa zastrzeżone
Opracowanie i skład witryny - Jan Flis email janf@gimnazjumniedrzwica.pl
Redaktorzy: Justyna Polaczek, Jan Flis, Magdalena Kosidło, Uczniowie
Zdjęcia - Justyna Polaczek, Jarosław Zaborski, Jan Flis, uczniowie,
Korekta - Małgorzata Kuna